7.01.2018

Buduję wszystko na nowo ze słów

Dziwnie mi jest wrócić na "stare śmieci".
Nie wiem właściwie, który to raz zabieram się za pisanie internetowego pamiętnika, na którym przelewałabym wszystkie moje chaotyczne myśli. Dawno temu miałam swoje miejsce w internecie, chyba w latach 2008-2011, ale niestety wszystko przepadło. Jedynie, co pozostało, to nostalgia oraz opowiadania zachowane po kartkach zeszytu i na dysku zewnętrznym. Potem ponowiłam próbę na tej platformie, jednakże skasowałam wszystko; teraz po części żałuję swojej decyzji, gdyż miałam w pewnym sensie wgląd na siebie oraz na moją chorobę. Sama nawet nie wiem czemu to zrobiłam.
Miałam jeszcze parę swoich małych prób, ale wszystko kończyło się fiaskiem, po części przez mój słomiany zapał oraz złośliwość losu. Teraz na nowo próbuję zbudować moją twierdzę ze słów. Tym razem starsza o kilka lat doświadczenia, z innym spojrzeniem na ten dziwny świat.
Ponawiam pisanie po części dlatego, że pragnę odzyskać dawną siebie i na nowo się zaprzyjaźnić ze sobą. Już zdołałam polubić siebie na tyle, aby nie nienawidzić siebie, przeklinać samą siebie każdego dnia. Chcę odzyskać moje marzenia, które kiedyś rozbiłam o podłogę z frustracji.
Po części dzięki mojej przyjaciółce, Kamie, mogłam wrócić do pisania bloga. Z nią utrzymywałam kontakt wiele lat i byłyśmy dla siebie taką podporą. To ona zachęciła do ponownego ruszenia przysłowiowych czterech liter, abym na nowo pisała.
Trzymaj za mnie kciuki, abym nie próbowała ponownie wszystkiego skasować.

-*-*-*-

Mam zawsze ze sobą notes i szkicownik. Nie wiem czemu... Nawet jak nie zawsze mam czas, aby notować wszystkiego o czym myślę. Nie zawsze też mam chwilę, aby zapisywać moje sny, chociaż od roku obiecałam sobie, że będę to robić. Nawet mam taki śliczny notesik, od M. dostałam. Zawsze leży przy moim łóżku. Chciałabym wrócić do tego zwyczaju, gdyż naprawdę miewam takie senne obrazy, które czasem mnie inspirują. Albo też przerażają.
Pamiętam, że raz śniły mi się żyletki zawieszone na czerwonych nitkach. Ostrza przecinały moją skórę, a ja krzyczałam. Nikt nie przybył jednak na wezwanie. Próbowałam więc unikać tych ostrzy, ale i tak mnie raniły.
Nawet jak minęły ponad dwa miesiące, to na myśl o tym mam lekki ścisk w gardle i w żołądku. Nie zapisałam tego snu, gdyż chciałam go wyrzucić z pamięci. Jednakże moja podświadomość trzyma go gdzieś w szufladce, aby w najmniej odpowiedniej chwili uchylić ją.
Niektóre sny starałam się opowiedzieć komuś. To też pomagało mi w zapamiętywaniu, gdyż mogłam skupić się na niektórych szczegółach. Stąd pamiętam do tej pory sen o wiedźmie, która chcąc uzyskać wielką moc, zabiła najpierw swoje przyjaciółki czarodziejki (dwie z pięciu), a potem chciała poświęcić dzieci na pewien rytuał. W tym śnie była też demonica oraz poeta, który chciał ratować córkę przed tą wiedźmą...
— To dobry materiał na ciekawą historię — powiedziała wtedy Kama, kiedy mała Jarius opowiedziała ten sen.
Może kiedyś spróbuję spisać w zgrabną opowieść.
Czasem sny są bramą duszy. Są oknem dla podświadomości, która potrzebuje chwili, aby przekazać nam pewne istotne rzeczy. I na złość, robi to w sposób enigmatyczny. Czytałam, że dlatego powinno się zapisywać sny, najlepiej od razu, po przebudzeniu. Problem w tym, że ostatnio wstaję wcześnie rano, a jedynie o czym myślę, to żeby szybko się wyszykować i zdążyć na tramwaj. Albo też o niebieskich migdałach.
A że jestem leniwą bułą, to dlatego nie wstaję specjalnie dwadzieścia minut wcześniej, aby zapisać w notesiku. Boję się, że jak zacznę, to rozpiszę się... Zresztą muszę poświęcić parę minut mojej kotce, która musi się ze mną przywitać.
Jednakże ostatnio tak pomyślałam, czemu nie spróbować rozbudzić się i nie pisać w drodze tramwajem, jeśli znajdę miejsce do siedzenia.
Spróbuję, co mi szkodzi.
Myślę, że powinnam zrozumieć moje sny, skoro chcę walczyć z moimi wewnętrznymi demonami. 

1 komentarz:

  1. Kochanie jak zawsze wspaniała notka. Opisałaś trafnie wszystko, też bym tak chciała umieć. Dziękuję za link, zaraz zapisuje. :*

    OdpowiedzUsuń